Usta pełne srebra.

Dawno nie pisałam na blogu.

Związane to było z całym szeregiem konferencji, które właściwie pochłonęły pierwszą połowę roku.

Spotkanie lekarzy, którzy myślą holistycznie jest bardzo inspirujące. Ostatnia konferencja w Bledzie-Slovenia, zainspirowała mnie do napisania tego artykułu. Spędziliśmy bowiem dużo czasu na rozmowach o tym co nas najbardziej niepokoi, dochodząc do wniosku, że dzisiejsze zagrożenie zdrowotne wiąże się głównie z toksycznością tego co spożywamy. Dodając do tego toksyczność w naszych ustach tworzymy świadomie lub nie mieszankę silnie wybuchową.

Ze względu na to, że rtęć jest neurotoksyną dużo się mówi i pisze na temat jej wpływu na układ nerwowy, zapominając, a może pomniejszając jej szkodliwe działanie na inne układy, chociażby układ pokarmowy. 

 

Mówi się potocznie, że jesteśmy tym co jemy, a może raczej tym co trawimy czy wchłaniamy.


Spożywanie  najlepszych pokarmów czy  suplementów nie gwarantuje dziś odżywienia organizmu.

Dlaczego?

Ponieważ nasz organizm nie jest w stanie dziś wszystkiego strawić czy wchłonąć i nie koniecznie musi to być związane z jakością jedzenia, choć jego jakość ma kolosalne znaczenie.

Jakość jedzenia nie będzie jednak tematem tego wpisu. 

Dzisiaj chciałabym zająć się kwestią odżywiania przez pryzmat toksyn pochodzących z jamy ustnej.

Jama ustna przypomina trochę las deszczowy.

Pamiętam taki las z pobytu na wyspie Tobago. Oprowadzający nas ornitolog zwracał szczególną uwagę na konieczność równowagi jaka musi być zapewniona, by las żył w swojej obfitości.

Okazało się bowiem, że wiele lat temu sprowadzono na wyspę bambus, który miał “wzmocnić” las. Wiadomo jak rośnie bambus. Najpierw "działa w ukryciu" by potem zaskoczyć wszystkich swoją bujnością. Tak było też w tym przypadku. Nikt się nie spodziewał jego niszczycielskiego charakteru. Dziś Tobago zmaga się z tą rośliną całkiem bezskutecznie.

 

Ta historia w pewien sposób przypomina mi microbiom człowieka, a właściwie jamy ustnej, który jeśli odpowiednio dożywiony odwdzięcza się nie tylko pięknymi zębami czy dziąsłami, ale zdrowiem całego organizmu.

Ale...Wystarczy intruz i po sprawie.

We wcześniejszych wpisach wspominałam o zaburzeniach tego microbiomu przez stosowanie środków codziennej higieny jamy ustnej. Dziś chciałabym powiedzieć o kolejnych intruzach jakimi są wypełnienia rtęciowe.

 

Wypełnienia amalgamatowe, choć uważane przez wielu za stabilne, takie bynajmniej nie są.

Codzienne uwalnianie z nich rtęci, choć dla niektórych wydawałoby się bez skutków ubocznych, ma swój wpływ nie tylko na układ nerwowy ale i trawienny.

Oblicza się, że każda z powierzchni wypełnienia amalgamatowego, wydziela ok 1 mikrograma rtęci na dobę. Łatwo się więc domyśleć, że im więcej wypełnień amalgamatowych, im więcej powierzchni zęba pokrytych nimi, tym więcej uwalnianej rtęci.

Co się dzieje gdy ta rtęć zmieszana z pokarmem i ze śliną trafia do jelit?

 

Przyjazne bakterie tracą swoją wydolność po napotkaniu, na nie do końca przyjazną, rtęć!

 

Flora jelitowa zdrowego człowieka posiada setki różnych szczepów przyjaznych bakteri,  odpowiedzialnych, mówiąc w ogromnym skrócie, za trawienie jelitowe węglowodanów, białek i tłuszczów, oraz odżywienie organizmu. Różne szczepy powstają na przebiegu lat w procesie pleomorfizmu, czyli różnicownia w odpowiedzi na działanie środowiska, w którym się znajdują.

Gdybyśmy żyli w środowisku wolnym od toksyn, składniki odżywcze uzyskane z prawidłowo strawionego pokarmu byłyby niepodważalnie najważniejszym czynnikiem prowadzącym do utrzymania zdrowia.

Tak jednak nie jest.

Trafiająca do jelit rtęć napotyka na przyjazne bakterie powodując ich modyfikację lub śmierć. Zmodyfikowane bakterie stają się bardziej odporne na rtęć. Zaczynają trawić pokarm, ale nie do końca tak, jak robiłyby to wcześniej, gdyby tego toksycznego kontaktu nie było. Strawione, nie do końca właściwie proteiny, zostają wchłonięte do krwioobiegu, gdzie zostają poddane osądowi przez układ immunologiczny. Skoro nie do końca strawione, to również nie do końca identyczne z tym, jakie powinny być. Jakie organizm odczytuje jako swoje.

Następstwem tego, jest rozpoznanie niewłaściwie strawionego pokarmu jako intruza przez układ immunologiczny, oraz odpowiedź w postaci alergii.

Zmienione bakterie powodują zwiększenie procesu gnicia co pociąga za sobą wydzielanie kolejnych toksyn, a te upośledzają proces wchłaniania jelitowego. Mamy wtedy do czynienia z nieszczelnymi jelitami.

 

Odporność na antybiotyki.

 

Kolejnym problemem kreowanym przez rtęć, jest tworzenie formy bakteryjnej zwanej plasmidem.

Jak dochodzi do ich powstania?

Bakterie, które przeżyły najazd rtęci przyczepiają do swojego”ogona” fragment DNA bakterii, które sobie z tym najazdem nie poradziły i obumarły. Tworzą w ten sposób nową bakterię  zwaną plasmidem. Plasmid jest formą odporną na działanie nie tylko rtęci ale również antybiotyków. Najczęstszym antybiotykiem, na który bakterie wykazują oporność, są tetracykliny. 

 

Candida albicans.

 

Grzyb znany chyba wszystkim, jest spotykany w każdym przewodzie pokarmowym.

Jego ilość u zdrowego człowieka jest jednak ograniczona.

U osób, które nie mają metali ciężkich w zębach, przyjazne bakterie jelitowe sprawują kontrolę nad ewentualną próbą rozmnożenia grzyba.

W przypadku gdy rtęć dostaje się do układu pokarmowego przyjazne bakterie, jak już wspomniałam wyżej, zostają wybite, lub w najlepszym razie zmienione, co pociąga za sobą zmianę ich funkcji.

Co się dzieje z candidą można się tylko domyśleć. Rozmnaża się bez ograniczeń.

Można by zadać pytanie skąd bierze na to siły?

Candida nie potrzebuje zbyt wiele energii. Bierze ją z przemiany zmetylowanej rtęci do formy nieorganicznej.

Pozostałe w jelitach bakterie zmetylują z powrotem rtęć nieorganiczną by candida miła kolejną dawkę energii.

Jeżeli istnieje choć jedno wypełnienie amalgamatowe u ustach ten proces może trwać bez końca.

 

Odpowiedź jelitowa na rtęć.

 

Biegunka jest odpowiedzią organizmu na obecność intruza.

Przewód pokarmowy w ten naturalny sposób chce się pozbyć toksyn z organizmu.

Takim intruzem jest rtęć, dostająca się do przewodu pokarmowego z wypełnień amalgamatowych.

 

W przypadku gdy dostarczanie rtęci jest procesem długotrwałym biegunka może stać się problemem chronicznym.

Dr Huggins zaobserwował u swoich pacjentów, u których występowała przewlekła biegunka, że po pewnym czasie ten cykl jest przeplatany zaparciami by na koniec przejść w zaparcia całkowicie.

 

Zaparcia prowadzą do kolejnego zaburzenia w przewodzie pokarmowym- pasożytów.

 

Pasożyty powodują, że cierpiący już i tak Pacjent, zaczyna chorować jeszcze bardziej.

 

Pasożyty bowiem pozbawiają pacjenta podstawowych składników odżywczych i zostawiają swoje własne toksyny.

Zbliżamy się więc do momentu gdzie oprócz toksycznego działania rtęci, pojawiają się toksyny wytwarzane przez bakterie w procesie gnicia oraz toksyny wytworzone przez pasożyty. 

W normalnych warunkach nasz organizm kontroluje obecność pasożytów ale w przypadku gdy dochodzi do zaparć system immunologiczny ma ogromny problem.

 

 

Cholesterol.

Kolejny problem?

Do tej pory mówiąc o cholesterolu braliśmy pod uwagę tylko jego zawyżony poziom. 

W przypadku  micro mercurialismu, gdzie dochodzi do uwalniania niewielkich ilości rtęci przez długi czas, najczęściej ok 20 lat, obserwuję u coraz większej grupy pacjentów niski poziom cholesterolu.

Czy znaczyłoby to, że amalgamaty mają działanie uzdrawiające?

U Pacjentów, u których w badaniach laboratoryjnych stwierdza się niski poziom cholesterolu( 140-145), zauważyłam w historii choroby, silne objawy depresji z myślami samobójczymi włącznie.

Początkowo nie kojarzyłam jednego z drugim dopóty, dopóki nie natrafiłam na wyjaśnienie w książce Dr Hall Higginsa “Uninformed consent”.

Uwagę dr Hugginsa zwrócił niski poziom cholesterolu, który pozostaje w dość ścisłym związku z chorobami nowotworowymi, w przeciwieństwie do podwyższonego jego poziomu w chorobach serca.

Cyt.”Ostatnie badania wykazują, że śmiertelność związana z chorobami serca u mężczyzn w wieku 45-54 lat wynosiła 62 na 100,000. Ten stan jest znacznie zredukowany gdy poziom cholesterolu jest poniżej 200mg%….Smiertelność związana z zaburzeniami układu krążenia pozostaje nadal niska, nawet przy dalszym obniżaniu poziomu cholesterolu, poniżej 160mg% ale śmiertelnoć prawie się podwaja ze względu na nowotwory,samobójstwa i wylewy. Wzrasta bowiem do 107 przypadków na 100,000 mężczyzn". 

 

Okazuje się (czytając dalej)że w przypadku micromercurialismu -długotrwałego uwalniania się rtęci z amalgamatów, dochodzi do braku działania neutralizującego ze strony cholesterolu, na  chronicznie uwalnianą rtęć. Jeżeli obniżona ilość cholesterolu nie jest w stanie ochronić organizmu przed szkodliwym działaniem rtęci to może prowadzić do zwiększonej ilości nowotworów, ponieważ rtęć ma wpływ na DNA. Mało się mówi o tym, że cholesterol ma działanie ochronne w  normalnym metabolizmie przez inaktywację substancji toksycznych. Cholesterol ma również pozytywny efekt na elastyczność błony komórkowej, na jej przepuszczalność i transport, co ma kolosalne znaczenie w procesie detoksykacji organizmu. Podniesiony cholesterol jest wskaźnikiem ekspozycji na toksyny.

Przypuszcza się, że rtęć może zaburzać produkcję cholesterolu.

Podsumowując pacjenci o niskim stężeniu cholesterolu są często bardziej chorzy, ponieważ mają niższą ochronę przeciwko toksynom.

Wnioski są dość oczywiste. Pozornie podprogowe działanie rtęci uwalnianej przez lata z wypełnień amalgamatowych może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych.


Jacobs D. et al.1992. Report of the conference low blood cholesterol. Mortality association. Circulation86(3);1047

Pekkanen,J.,et al. 1989 Serum cholesterol and risk of accidental or violent death in a 25 year follow-up. Archives of Internal Medicine 49;1589-91

Hall Huggins " Uninformed Consent"


« powrót